Próba buntu
Czy to co się dzieje w Rosji w jakiś sposób wpływa na nasze codzienne życie? Spektakl Putina, jak określają komentatorzy życie polityczne w tym kraju, pojawia się w polskich mediach od czasu do czasu. Wtedy zaczynamy się zastanawiać co tam się dzieje. Denerwuje nas to, jesteśmy zszokowani, że cały świat się na to zgadza, a europejscy politycy nie mają problemów z dogadywaniem się z carem Putinem. Najsmutniejsze sceny w filmie "Bunt. Sprawa Litwinienki" to właśnie migawki z ujęć "na szczytach władzy". Uśmiechy, przejazdy z Elżbietą II, uściski dłoni z Georgem Bushem. W kontekście opowieści Litwinienki o buncie kilku oficerów służb specjalnych, ich krok wydaje się być gestem nie wiele znaczącym.
Ta refleksja wydaje mi się najważniejsza. Jaki sens niosą nasze działania w obliczu wielkiej polityki? Pojedynczość, indywidualność przegrywa tutaj z grupą ludzi zaangażowanych w podtrzymywanie systemu putinowskiego, co jest zasygnalizowane w filmie. Nie można przesadnie demonizować roli Putina. W końcu został wyniesiony do władzy dzięki rosyjskim oligarchom, tzw. rodziny kremlowskiej.
Litwinienko, który razem ze swoimi kolegami z FSB spróbował się zbuntować przeciwko nim, na pewno zdawał sobie sprawę z tego, jak silna będzie reakcja na to.
Wydaje się, że głosy Litwinienki, Anny Politkowskiej, całej opozycji anty-putinowskiej, próbującej zachwiać posadami Kremlu, gdzieś znikają, kiedy przychodzi do podejmowania istotnych politycznych decyzji. To jest bardzo dołujące. Oglądając ten film miałam wrażenie, że Putin i jego krytycy funkcjonują na dwóch różnych poziomach, tzn. decyzje podejmowane przez prezydenta mają szeroki zasięg i oddziaływanie, a głosy opozycji, choć nagłaśniane przez zagraniczne media po jakimś czasie wygasają, stają się niewidzialne, nieaktualne, tak jakby były skandalem z udziałem celebrity i dotyczyły jazdy po pijanemu.
Odnośnie tego filmu pojawia się również rozdźwięk pomiędzy formą, a treścią. Przekaz filmu jest bardzo istotny, takie filmy są potrzebne, ale rażą nieco takie działania, jak zbyt często, zbyt nachalnie pojawiająca się postać reżysera, a także przeprowadzanie wywodów w sposób niejasny, umownie przeskakując pewne fakty.
Ciekawe jest też to, że jedynie w Polsce ten film jest wyświetlany w kinach. Reszta Europy nie jest zainteresowana podjęciem tego tematu. Dlaczego?
Ta refleksja wydaje mi się najważniejsza. Jaki sens niosą nasze działania w obliczu wielkiej polityki? Pojedynczość, indywidualność przegrywa tutaj z grupą ludzi zaangażowanych w podtrzymywanie systemu putinowskiego, co jest zasygnalizowane w filmie. Nie można przesadnie demonizować roli Putina. W końcu został wyniesiony do władzy dzięki rosyjskim oligarchom, tzw. rodziny kremlowskiej.
Litwinienko, który razem ze swoimi kolegami z FSB spróbował się zbuntować przeciwko nim, na pewno zdawał sobie sprawę z tego, jak silna będzie reakcja na to.
Wydaje się, że głosy Litwinienki, Anny Politkowskiej, całej opozycji anty-putinowskiej, próbującej zachwiać posadami Kremlu, gdzieś znikają, kiedy przychodzi do podejmowania istotnych politycznych decyzji. To jest bardzo dołujące. Oglądając ten film miałam wrażenie, że Putin i jego krytycy funkcjonują na dwóch różnych poziomach, tzn. decyzje podejmowane przez prezydenta mają szeroki zasięg i oddziaływanie, a głosy opozycji, choć nagłaśniane przez zagraniczne media po jakimś czasie wygasają, stają się niewidzialne, nieaktualne, tak jakby były skandalem z udziałem celebrity i dotyczyły jazdy po pijanemu.
Odnośnie tego filmu pojawia się również rozdźwięk pomiędzy formą, a treścią. Przekaz filmu jest bardzo istotny, takie filmy są potrzebne, ale rażą nieco takie działania, jak zbyt często, zbyt nachalnie pojawiająca się postać reżysera, a także przeprowadzanie wywodów w sposób niejasny, umownie przeskakując pewne fakty.
Ciekawe jest też to, że jedynie w Polsce ten film jest wyświetlany w kinach. Reszta Europy nie jest zainteresowana podjęciem tego tematu. Dlaczego?

Komentarze (0):
Prześlij komentarz
Subskrybuj Komentarze do posta [Atom]
<< Strona główna