Tako rzecze Lupa
wziął Zaratustrę na warsztat Lupa i swoimi cierpliwymi palcami namotał długą historię. Tekst Niezstchego był mi wcześniej nie znany i tak jest do tej pory. Tak więc moja w tym była wina, że tak mi się momentami dłużyło.
A spektakl był podzielony na 3 części, podczas gdy mógł się skończyć właściwie w każdej chwili. Lupa przez pierwsze dwie siedział z tyłu sali i grał na bębnach, nadając rytm swoim artystom na scenie, tak jak Kantor kiedyś zaznaczał swoją obecność, tak tutaj reżyser również się pojawia. Nie tak ostentacyjnie, nie staje się odnośnikiem, nie mówi się tak bezpośrednio; teraz, jesteś w moich snach. Jednakże sama świadomość jest kolejnym nawiasem, oprócz wielu nawiasów, które w sytuacji oglądania przedstawienia teatralnego występują w dużych ilościach. A najbardziej z nich wszystkich przeszkadzał mi brak wykorzystania bliskości widzów, przy tak emocjonalnym, w gruncie rzeczy życiowym temacie sztuki, byłoby to mocne!
Zaratustra występuje w trzech postaciach, spośród których ta w wykonaniu Globisza nadaje jej charakter jakiś farsowy, Globisz gra Fritza/Nietzschego jak rolę komediową, co stoi w dużym kontraście z dwoma wcześniejszymi, uduchowionymi wcieleniami. Jedno brodate, przypominające M. P. Markowskiego, mogłabym przysiąc że brat bliźniak, bo okulary miałam za słabe okazało się kiedy zbliżył i wygłaszał w moją twarz monolog o braku reakcji ludzi na słowa jego, Zaratustry, na to miałam ochotę wstać i przejść się po scenie, zacząć się śmiać, lub cokolwiek. lecz nic takiego się nie stało, bo dobre wychowanie (czyli de facto niech sobie mówi, będzie mu przykro jak przerwę, pomyli się e.t.c) i rodzice u boku sprawiły to.
I co jeszcze...po pierwszej przerwie pomyślałam, że przerwy są beznadziejne, bo wytrącają i ciężko się wczuć z powrotem...
nie prawda druga część była najciekawsza. pojawił się papież jan paweł II (bardzo podziwiam i podoba mi się, i gratuluję odwagi, w pokazywaniu papieża w tak dwuznaczny sposób, niczym jakaś figura lynchowska, a może nawet z archiwum x...
zmęczony papież ze swoim jak ja to odczytałam wnętrzem (nagim człowiekiem) leżącym za nim z tyłu, na czymś pomiędzy metalowym wózeczkiem, a inkubatorem, z przylepionymi do ciała pijawkami (wierni).
Zmęczony papież z ręką błogosławiącą, zawsze błogosławiący, uwodzący tą ręką, podnoszącą się i opadającą.
I poniosło nas w drugiej przerwie, podekscytowani omawialiśmy wszystko co się działo.
Z niecierpliwością oczekiwaliśmy ostatniej części, na której o mało nie zasnęłam.
Była o Zaratustrze, który wraca do domu, a właściwie o Niezstche chorym psychicznie, którym opiekują się siostra i matka, i ta niechęć Fritza, i jego znudzenie światem, i
jakby wyłączenie z niego, miało się chyba udzielić oglądającym....
to była w końcu 5 godzina spędzona na starowiślnej....
A spektakl był podzielony na 3 części, podczas gdy mógł się skończyć właściwie w każdej chwili. Lupa przez pierwsze dwie siedział z tyłu sali i grał na bębnach, nadając rytm swoim artystom na scenie, tak jak Kantor kiedyś zaznaczał swoją obecność, tak tutaj reżyser również się pojawia. Nie tak ostentacyjnie, nie staje się odnośnikiem, nie mówi się tak bezpośrednio; teraz, jesteś w moich snach. Jednakże sama świadomość jest kolejnym nawiasem, oprócz wielu nawiasów, które w sytuacji oglądania przedstawienia teatralnego występują w dużych ilościach. A najbardziej z nich wszystkich przeszkadzał mi brak wykorzystania bliskości widzów, przy tak emocjonalnym, w gruncie rzeczy życiowym temacie sztuki, byłoby to mocne!
Zaratustra występuje w trzech postaciach, spośród których ta w wykonaniu Globisza nadaje jej charakter jakiś farsowy, Globisz gra Fritza/Nietzschego jak rolę komediową, co stoi w dużym kontraście z dwoma wcześniejszymi, uduchowionymi wcieleniami. Jedno brodate, przypominające M. P. Markowskiego, mogłabym przysiąc że brat bliźniak, bo okulary miałam za słabe okazało się kiedy zbliżył i wygłaszał w moją twarz monolog o braku reakcji ludzi na słowa jego, Zaratustry, na to miałam ochotę wstać i przejść się po scenie, zacząć się śmiać, lub cokolwiek. lecz nic takiego się nie stało, bo dobre wychowanie (czyli de facto niech sobie mówi, będzie mu przykro jak przerwę, pomyli się e.t.c) i rodzice u boku sprawiły to.
I co jeszcze...po pierwszej przerwie pomyślałam, że przerwy są beznadziejne, bo wytrącają i ciężko się wczuć z powrotem...
nie prawda druga część była najciekawsza. pojawił się papież jan paweł II (bardzo podziwiam i podoba mi się, i gratuluję odwagi, w pokazywaniu papieża w tak dwuznaczny sposób, niczym jakaś figura lynchowska, a może nawet z archiwum x...
zmęczony papież ze swoim jak ja to odczytałam wnętrzem (nagim człowiekiem) leżącym za nim z tyłu, na czymś pomiędzy metalowym wózeczkiem, a inkubatorem, z przylepionymi do ciała pijawkami (wierni).
Zmęczony papież z ręką błogosławiącą, zawsze błogosławiący, uwodzący tą ręką, podnoszącą się i opadającą.
I poniosło nas w drugiej przerwie, podekscytowani omawialiśmy wszystko co się działo.
Z niecierpliwością oczekiwaliśmy ostatniej części, na której o mało nie zasnęłam.
Była o Zaratustrze, który wraca do domu, a właściwie o Niezstche chorym psychicznie, którym opiekują się siostra i matka, i ta niechęć Fritza, i jego znudzenie światem, i
jakby wyłączenie z niego, miało się chyba udzielić oglądającym....
to była w końcu 5 godzina spędzona na starowiślnej....

Komentarze (1):
A mnie jako nałogowej nietzschemance (to taka Hassliebe, na którą bywa się skazanym na zawsze i bez wybaczenia) "się podobało" i planuję pomęczyć się po raz trzeci.
Zaznaczam, że nietzschemanką jestem wyłącznie intelektualną.Używanie tego typu Wielkich Słów może jest tu nie na miejscu...lubię przeżuwać tego Pana i tyle, ale w życiu bronię się przed nietzscheanizmem jak mogę i - choć brzmi to jak kolejna teoretyczna zgrywa - często obie sfery odcinam od siebie cięciem bolesnym aczkolwiek precyzyjnym:-)
A Lupa to mistrz Dłużyzn (ale przez "D" właśnie;-). Ale jak się już wysiedzi do końca i przecierpi to pozostawiają one ślady duchowo-cielesne na czas dłuższy. Tylko to, co nie przestaje boleć pozostaje w pamięci - to tak a propos Nietzschego na koniec;-)
Ale się wymądrzyłam, uff.
Pozdrówka, fajny blog Olu!
Prześlij komentarz
Subskrybuj Komentarze do posta [Atom]
<< Strona główna