czwartek, 22 listopada 2007

Koszary

koło mojego bloku ćwiczą żołnierze.
wyglądają śmiesznie.
taka zabawa.

piątek, 16 listopada 2007

kiedy słońce było bogiem...


Teatr polityczny Szewcy u bram, którego nie mogę zobaczyć...większość mówi, że beznadziejny...ciekawa jestem...

Była Burska Bogna wczoraj...krew_nagość_seks_kobieta_usta_papieros_mix_nie pamiętam
to kiedy indziej muszę przemyśleć

I Szlaga Radek - tak!tak!tak! Sentymentalnie utrafione we mnie strzałą punkowego brudu.
Jedną nogą stoi w graffiti...te zacieki, szablony, niechlujne, bałaganiarskie, flejtuchowate....
Kiczowate, intensywne kolory...bardzo ładne :)

i bohater zbiorowej świadomości, TEN - NA - KTÓREGO powołuje się kaczyński j., którego obrazek był kiedyś w każdym prawie domu, któremu za życia stawiali pomniki, którego przebił dopiero JPII...PIŁSUDSKI.
na kasztance, taki śliczny, jak z okładki z książki do historii...
całość wystawy jest dowcipna bardzo, i aluzje Radka są bezpretensjonalne - bez pretensji do intelektualnego skomplikowania, i bez prostactwa, dosłowne czasem, ale wesołe, i wiecie co robią? Robią człowiekowi dobrze, bo dystansują do tych bardzo poważnych bardzo historycznych bardzo tradycyjnych symboli.
A tu próbka

środa, 14 listopada 2007

Stróż nocny versus Straż nocna


Czekałam długo, żeby go obejrzeć. Rok temu, we wrocławskiej Wytwórni Filmów Fabularnych Peter Greenaway kręcił Straż nocną. Było gorąco, hala Stulecia - stała, bluszcz zielony się rozplenił wokół, a przede mną stał koń, a na koniu siedział człowiek z stroju z epoki. Za nim grupka, w podobnym entourage właśnie korzystała z przerwy na papierosa...
aktorzy Greenawaya - zastanawiałam się dlaczego ich wybrał właśnie, przyglądałam się ich twarzom, ruchom, gestom...statyści? jakieś istotne postacie?
Jeszcze rok i zobaczę kto jest kim. To czekanie wydawało się męczące, czas dłuugi.
A tu wczoraj już, mogłam obejrzeć Straż nocną
W salonie kina ARS, czyli sali z czterema rzędami, i 20 miejscami...z huczącą nad głową machiną "nie wiem do czego".

Nie wiem czego się spodziewałam, ale jak się czeka tak długo, to zazwyczaj już później się nie wie...czy uderzyło? nie...nawet nie rozpoznałam aktorów, których widziałam we wrocławiu. przeciągnięte wyczekiwanie rozmyło wszystko i film był jedną z wielu rozrywek, jakie sobie funduje w tym tygodniu...

Jest długi. Trwa ponad dwie godziny, co wobec manifestów greenawaya o chęci zerwania z tradycją kina; miejsca, gdzie ludzie siedzą wgapieni w płaszczyznę i w ciemnościach upajają się emocjami bohaterów, wydaje się być prowokacyjnym zagraniem z tymi postulatami. Zresztą ostatnio często mi przyszło słuchać wynurzeń greenawaya w związku z jego wizytą w polsce i promowaniem filmu ukazało się kilka wywiadów, w których on uparcie twierdzi:CINEMA iS DEAD, co w wielu kontekstach wydaje się komiczne, a przede wszystkim zblazowano - prowokacyjne. Tak jakby nie chciało mu się już wymyślać jakiś nowych koncepcji tylko brnął w tą starą dosyć atrakcyjną, choć już niewiarygodną o tym, że my widzowie chcemy czegoś więcej.
może i tak, ale chcemy też tradycyjnych filmów, i on spełnia te potrzeby.

forma: peter g. jak zwykle igra z płaszczyzną, zafascynowany malarstwem, świadomy ograniczeń dwuwymiaru płaszczyzny, pozwala sobie na eksperymenty jedynie w jej wewnętrznej formie. tak więc sceny, otwierają się teatralnie przed nami, bez przesadzonych ogromnych zbliżeń, szalonych skoków kamery. tutaj panuje rygor wyznaczający przez granicę, gdzie kończy się ekran.

wszystko wobec tego staje się umowne, a przede wszystkim umowne są przestrzenie; domu, dachu, pracowni - są symbolem raczej pewnych miejsc, postacie pojawiają się w nich i znikają nadchodząc z dowolnych miejsc, nie ma tu dosłowności realizmu.

ciekawe momenty; rembrandt opowiadający historię bezpośrednio nam, widzom, zwrócony do nas, komentujący kolejne zakręty swojego życia.

sceny wybuchów wściekłości rembrandta, kiedy wyzywa wszystkich dookoła w bardzo zabawny sposób, posługując się wyrafinowanym ostrzem cynicznego poczucia humoru....

greenaway wydaje się tymi scenami mówić do drobnomieszczańskiej publiczności; oto rembrandt którego obrazy podziwiacie podczas niedzielnych wycieczek do muzeów, ale czy kogoś to rusza? to inna sprawa...

rembrandt - superstar, dla reżysera, ktoś pomiędzy mickiem jaggerem, a billem gatesem...wierny sobie, bezpretensjonalny, świadomy pewnych ograniczeń, wyciągający z nich maksimum (małżeństwo z dobrze ustawioną Saskią, którą w końcu tak jakby pokochał), żartowniś, tak pewny swojej pozycji, że nie zauważył niebezpieczeństwa (maluje portret żołnierzy w dość jasny sposób wskazując na to, że to wszystko blaga i banał, na obrazie rozwiązuje intrygę)

o polskim akcencie nie wspominam bo nie warto..zresztą dobitnie określił udział polskich aktorów sam greenaway mówiąc, że są w filmie, bo musieli być, takie były wymogi umowy producenckiej i szlusss

poniedziałek, 12 listopada 2007

konkretność i przewidywalność

zachciało się by blog był taki bardzo ładny i przemyślany, a nie dotrzymało się kroku i teraz po miesiącu niepisania ma się potrzebę wyjaśnienia nie za bardzo wiadomo komu,że już zasadę to się będzie omijać i teraz będzie inaczej,żywiołowo,kreatywnie,krótko,energicznie,młodzieżowo,błyskotliwie i krótko może.
zresztą...
wpis jest o tym,że czasem chodzi się na wystawy,na które się nie chce wcale iść. Jest zimno np. spadł śnieg, zima zaskoczyła....,wszystko rozwalone,pomiędzy,żadnych konkretów,pełny brzuch,pełny tłustych rzeczy, a tu nagle okazuje się, jak to mówi mój najdroższy K. "że jest już TAK późno" i trzeba wychodzić, się wziąć ogarnąć i ruszyć członki, bo może coś nas ożywi, za darmo, w ten sobotni wieczór...
nie ma napięcia, bo to hubert czerepok i jego dziwni turyści, którzy już mieli, że tak to określę prapremierę w galerii potocka, tym razem a galerii artpol, (wystawa objazdowa po krakowie???ciekawy pomysł)
a ja chciałam bardzo zobaczyć jak z historią o istotach z innej planety poradził sobie pan Hubert CZ-y. Bo to na faktach autentycznych, choć bardziej pasuje tu określenie z bliskiej mi Wojewódzkiej biblioteki publicznej (do której,jako jedynej, choć z najgorszym księgozbiorem,karty nie zgubiłam!!hurra), a wojewódzkiej tak jest napisane na jednej z półek,oprócz filozofii i czegoś tam jeszcze: ZJAWISKA NIE DO KOŃCA WYJAŚNIONE.
więc to taki przykład, i to nasz swojski, polski, a konkretnie z Opola Lubelskiego.
Pan rolnik pewnego dnia miał bliskie spotkanie z Kosmitami, albo z przybyszami z kosmosu, z innej planety, marsjanami....na podstawie jego opowiadań powstał komiks (na wystawie go nie ma i źle, bo ja go nie znam, a chętnie bym obejrzała), film dokumentalny o Rolniku, a także model statku, który przypomina rasową polską stodołę...z wiertłami drewnianymi wkręconymi w każdy z rogów.
Proszę się nie śmiać, to polska nasza ojczysta (niepodległa ;) ) wyobraźnia stworzyła to dziełko, każdemu po bożemu, każdemu według miary, jakie życie taki kramik...

historia jest moim zdaniem, prze - genialna, a model przeszedł moje najśmielsze oczekiwania, ja już jestem skażona popkulturą z ameryki, zresztą całe moje pokolenie, jak miałam 14 lat jedna z moich koleżanek zobaczyła UFO, po opisaniu okazało się, że to całkiem było podobne do popularnego wtedy serialu Archiwum x....
pozostaje pytanie...czego się naoglądał rolnik?? hę?

katalog wystawy: model statku, film z rolnikiem z lat 70., film huberta cz-y (widmo krąży po lesie), zestaw zdjęć z dwoma chłopcami ubranymi na czarno, którzy biegają po polach...nie będę pisać z czym mi się to kojarzy, bo to jakieś zboczeństwo, dwójka staje się naznaczona piętnem zjawisk biologicznych - bliźniaków.

koniec: całościowo nie poruszyło, fabularnie nawet bardzo, ale formalnie nie. może budżet na wystawę był mały....a może to wersja punk, a w starmachu zobaczymy wersję lux ;pp

dziewczyńskie koty za płoty i do roboty
ha!