poniedziałek, 21 stycznia 2008

Too loud

Wieczór spędzony pomiędzy "American gangster" - filmem o legendarnym czarnoskórym dealerze narkotyków, przemycającym heroinę w trumnach amerykańskich żołnierzy,przywożonych z Wietnamu, a "Takiego pięknego syna urodziłam" Marcina Koszałki - radykalny dokument - eksperyment, który reżyser/bohater przeprowadził na swoich rodzicach filmując ich przez jakiś okres czasu.

Dwie egzotyki - skomentowałam ustawiając się na zewnątrz dyskusji. Być może nie mam do tego prawa...

Amerykański sen spełniony w postaci ścieżki kariery czarnego chłopaka, który nie skończył żadnej szkoły. Piękna portorykanka u boku, rodzina żyjąca blisko w białym wielkim domu, eleganckie garnitury, cygara i strzelanie do celu w tweedowej marynarce, koniak i abstrakcja nad biurkiem (zwracam uwagę na ciekawy motyw, kiedy sztuka jest wykorzystywana do nobilitacji konkretnej osoby, ma świadczyć o wybranych wartościach. Polecam "Scarface" i scenę w biurze Franka Lopeza. Tam Tony Montana zostaje pokazany na tle egzotycznych palm,które mówią nam o niewyszukanym guście początkującego gangstera, natomiast Frank Lopez/szef reprezentowany jest przez abstrakcyjne reliefy)

Wydawało mi się, że "American gangster" nie poruszył mnie tak bardzo, a jednak jak zaczęłam pisać okazało się, że wręcz przeciwnie. Mnóstwo tropów pojawia mi się w głowie i chociaż chciałam napisać o Koszałce, to jednak perspektywa Denzela Washingtona wydaje się bezpieczniejsza. z dystansu krytykować jest łatwiej i to proste jest.

Na przykład taki trend wśród raperów, którzy wyrośli już z luźnych ubrań, złotych łańcuchów i czapeczek z daszkiem. Teraz noszą garnitury i skromne zegarki.
Imprezy jakie urządzają w klipach to już nie to samo co kiedyś. Zestarzeli się. Weszli w historię białych, z której wyszli i od której uciekali.
Wbili się w szyte na miarę mundurki. O co im może chodzić?
Zresztą spójrzcie sami:

Na początek Jay - z




Komentarze (0):

Prześlij komentarz

Subskrybuj Komentarze do posta [Atom]

<< Strona główna