piątek, 28 marca 2008

Nowa perspektywa niemieckiego architekta

Hans Kolhoff, niemiecki architekt zaprojektuje coś na miejscu szkieletora. O ile miasto się na to zgodzi.
A może się nie zgodzić, bo Kolhoff chce wyeksponować raczej niż ukryć przedziwną budowlę. Skycraper's w Krakowie? Hmm, może być ciężko przekonać do tego pomysłu konserwatorów.
Kolhoof ma plan, żeby zrobić ze szkieletora wieżę. Ponieważ Kraków to miasto wież.
(mieszkam tu od 6 lat i nigdy pod tym kątem nie patrzyłam, może dlatego,że bardzo nizinne moje ścieżki są).
Wieża ta miałaby hełm trochę przypominający hełmy krakowskich kościołów, a trochę amerykańskich wieżowców, którymi Kolhoff jest wyraźnie zafascynowany od wielu lat.

ładna panorama się zrobiła z tą jego wieżą...

środa, 26 marca 2008

Mielonka mielonka mielonka

Pamiętam taki skecz Monthy Pythona, którego akcja dzieje się w jakiejś podrzędnej knajpce, typowo angielskiej?. Jakaś para chce zamówić coś do jedzenia, więc pytają kelnerki co jest w menu do wyboru? A ona odpowiada:
- hmm, we have egg and bacon, egg sausage and bacon, egg and spam egg bacon and spam egg bacon sausage spam spam bacon sausage spam spam spam spam spam spam spam baked beans, spam spam spam and spam or lobster thermidor aux crevettes with mornay sauce
garnished with truffle pate, brandy, and a fried egg on top
and spam

- have you got anything without spam in it?
- well, spam egg sausage and spam.it's not got much spam in it.
- I don't want any spam.Why can't she have egg bacon sap mand sausage?
- That's spam in it.
- Not as much as spam egg sausage and spam.
- Look, coud i have bacon spam and sausage without spam?
- Bleee!
- What do you mean bleee? I don't like spam
- SPAM SPAM SPAM SPAM SPAM SPAM. lovely spam wonderful spam (śpiewają zebrani w knajpie wikingowie)
- Shut up, Shut up - krzyczy kelnerka. You can't get bacon spam and sausage without spam.
- Why not?
- Well, it wouldnt be egg bacon spam and sausage. Would it?
- I dont like spam!!!!!!!!



Ja też nie przepadam za spamem, ani za tym mięsnym, ani internetowym, ale to

http://www.spamispoetry.com/

urzekło mnie po prostu.

wtorek, 25 marca 2008

Start i stop



Improv Everywhere - kolektyw inicjujący specjalne akcje w przestrzeni publicznej. Swoje działania nazywają misją, zaś ludzi w nich uczestniczących agentami.
Tutaj przykład działania z Grand Central Station w NY, największej stacji w mieście, przez którą przechodzi dziennie kilkaset tysięcy osób.
Improv Everywhere zaebrali ok. 200 osób-agentów, którzy zostali zaznajomieni z regulaminem akcji, który polegał na zastygnięciu na kilka minut w dowolnie wybranym miejscu i pozie.
Niektórzy wybrali efektowne takie jak łapanie rozrzuconych kartek, wkładanie banana do buzi, czy witanie się z drugą osobą. Mnie najbardziej podobał się facet wchodzący do hali dworca, po prostu naturalnie wkraczający w ten teren, ze zdecydowaną miną, by jak najszybciej kupić bilet.

To jest bezpretensjonalne i poprawiające nastrój. Idealne na to coś co leży za oknem.

piątek, 21 marca 2008

Wizerunek


Ta notka jest zainspirowana polityką, której nie poruszam tutaj raczej. Wydaje mi się, że jest tyle bloggerów, którzy robią to lepiej, że ja już nie muszę dokładać swojego "b" do tej układanki.
Zaintrygowało mnie jednak ostatnie wystąpienie-orędzie prezydenta. Scenariusz do niego napisał Jacek Kurski, który posiada doskonałe wyczucie tego, gdzie nacisnąć, by zabolało. Uśmiechnięty pan Jacek pewnie jest na co dzień sympatycznym człowiekiem, ale jednocześnie ma świadomość, że żeby wygrać trzeba używać radykalnych środków. Oddziela więc życie od reszty i wywołuje duchy z Wermachtu, a w przypadku orędzia duchy gejów i Niemców.
Pewne przepisy w Traktacie Lizbońskim może "godzić w powszechnie przyjęty w Polsce porządek moralny" - mówi prezydent, a na tle muzyki z "Polskich dróg" pojawia się para gejowska biorąca ślub.
Jedna z postaci odwrócona jest tyłem, drugiej twarz widzimy dokładnie.

Wizerunek.
Pan Kurski bezprawnie wykorzystał parę gejów do swojego spotu, który ma jasne przesłanie homofobiczne.
Okazało się jednak, że nie jesteśmy odcięci od świata i że to, co się dzieje w Polsce odbija się gdzieś tam zagranicą. Jeden z pokazanych w orędziu gejów zgłosił skargę do konsula polskiego w USA.Następnie opowiedział o tej sprawie dziennikarzowi z New York Times, który napisał, że orędzie prezydenta skierowane było do "wiejskiego, katolickiego, konserwatywnego elektoratu w Polsce wschodniej".

Tak. Nie dziwię się takiemu podsumowaniu, ale też nie o to mi chodziło.
Wydaje mi się, że problemem wizerunków krążących w internecie, które albo sami umieszczamy, albo ktoś inny za nas to robi sprawia, że nasza twarz może zostać wykorzystana bez naszej zgody, w jakiś absurdalnych okolicznościach. Myślę, że byłabym bardzo zaskoczona, gdybym odnalazła siebie w jakimś propagandowym chińskim materiale, który pokazywałby mnie, obładowaną zakupami, jako przykład zepsutego konsumpcjonizmu zachodu.

Ciekawie również wygląda sprawa z wykorzystywaniem wizerunków w wizualizacjach przez architektów. Tworząc plansze projektowe, muszą wypełnić je ludźmi, którzy dają wyobrażenie o skali budynków i sprawiają, że łatwiej siebie w tym środowisku wyobrazić.
Wizerunki ludzi, które widzimy na wizualizacjach to zazwyczaj ściągnięte z internetu "anonimowe" zdjęcia.
Jakim zaskoczeniem musi być znalezienie siebie na planszy najdroższych apartamentowców, przechadzającego się po eleganckich chodnikach, albo leżącego na balkonie.

Uważaj, to się może zdarzyć każdemu.

niedziela, 16 marca 2008

energetyczne wampiry

Nie zdawałam sobie sprawy z tego jak duża ilość energii drzemie w dzieciach. Co więcej, nie pomyślałam, że w grupie ich moc zwiększa się razy 8.
Na co dzień mój kontakt z dziećmi ogranicza się do momentów takich jak mijanie ich na ulicy, albo obserwowanie w tramwaju. Od jakiegoś czasu nie jeżdżę tramwajem, więc i ta okazja mi odpadła.
Chociaż z zewnątrz, jak się je obserwuje, i kiedy są w pojedynkę, wydają się być całkiem łatwe do opanowania.

Moja ostatnia sobota to był czas, kiedy nadrobiłam zaległości w doświadczaniu tego, co dzieci potrafią, jeżeli chcą, i co gorsza, jeżeli nie chcą czegoś zrobić.
Udało mi się szczęśliwie przetrwać cztery godziny warsztatów z dzieciakami z Uniwersytetu Dzieci http://www.ud.edu.pl

Było gorąco chwilami, śmiesznie, zaskakująco. Mile się zaskoczyłam kreatywnością małych ludzi i zaangażowaniem w akcje, które razem robiliśmy.
Miło było patrzeć na nich jak z nieśmiałych dzieciaków, które na początku cichutko siadały na dywanie i czekały na to, co im powiem do super - aktywnych, przebojowych, przekrzykujących się nawzajem w wymyślaniu nowych rozwiązań.

Muszę przyznać jednak, że pomimo tak miłych wrażeń, byłam bardzo szczęśliwa jak pożegnałam ostatnią grupę. Energii starczyło na dojechanie do domu i położenie się do łóżka...

1:0 dla dzieci ;)

czwartek, 13 marca 2008

Przeskalowane

wtorek, 4 marca 2008

Nauczyciel

to jest wyjątkowy zawód. Wielu ludzi, nawet jeżeli nie uprawia zawodu nauczyciela oficjalnie, robi to pod inną nazwą. Bycie nauczycielem to w końcu kwestia podejścia do rzeczywistości, do swojej wiedzy i do wiedzy innych ludzi.
Większości z nas nauczyciele kojarzą się źle. Mnie raczej się kojarzą z nikim specjalnym, obojętnym, neutralnym, czasem zakompleksionym, złośliwym.

A pozytywnie...to chyba tylko ci osobowościowi nauczyciele. Tacy, co wysłuchają do końca, nie wyśmieją szalonego pomysłu na artykuł, książkę, akcję, nawet jeżeli daleki jest od ideału. Co zrobią? Dadzą taki zestaw pytań człowiekowi, że sam dojdzie do tego, że banał, że trzeba zmienić, doszlifować.

No i mamy np. super artykuł na ten temat Jana Verwoerta, który pisze o Beuysie w perspektywie jego nauczycielskiej postawy. Jak może wiadomo Beuys wykładał na Dusseldorf Academy. Trwało to około 10 lat. Jego uczniami byli np. Immendorf.
Problem z Beyusem był chyba problemem większości świetnych nauczycieli, tzn. konfliktu pomiędzy pragnieniem bycia otwartym na swoich uczniów, nie przeskzadzania im w rozwoju, a z drugiej strony delikatnego naprowadzania na pewne rzeczy, co łatwo się może przekształcić w narzucanie.
Verwoert pisze o Beuysie jako o tym, który niesamowicie inspirował swoich uczniów; był niepokorny, zbuntowany, nieprzewidywalny, choć z drugiej strony można by powiedzieć,że realizował założenia swojej twórczości.
Kiedy w 1971 roku wyrzucili go z uczelni (między innymi za to, że w pewnym momencie zaprotestował przeciwko warunkom aplikowania do jego pracowni i stwierdził, że będzie przyjmował wszystkich na okres próbny).
Verwoert wspomina o scenie, kiedy ze szkoły wyprowadzali Beuysa policjanci, a on w swojej wojskowej kurtce i charakterystycznym uśmieszku, szedł spokojnie pomiędzy nimi...
Reszta w artykule, warto go przejrzeć.

http://www.frieze.com/issue/print_article/class_action/

poniedziałek, 3 marca 2008

Jedziemy



Zdjęcia nie moje, ale idea jazdy koleją po peronie w kółko w trójkę zawsze mi się podobała

Niewidzialne miasto

Projekt Marka Krajewskiego - socjologa z Poznania.
Zwrot w stronę nie - docenianego, nie -chcianego.
Coś co nie wpasowywało się w ramy estetyki staje się w pewnym sensie estetyczne.
Rama zakrojona wokół instytucji zajmujących się sztuką okazała się dziurawa i po drugiej stronie wyrósł raj.
Często jest raj kłujący w oczy, a może mój gust jest kłujący. Kiedy patrzę na zmieniony balkon w radosną pagodę, trawnik z jelonkiem i sztuczne kwiatki na stole, wiem że właściciela to na pewno obchodzi. Interesuje się swoim dobytkiem, dba o niego, nie jest mu on obojętny.
Jednak czy nie mamy czasem ochoty żeby wziąć gumkę i je wymazać.

Po co nam estetyka, ASP, i inne miejsca, gdzie uczą zasad?

niedziela, 2 marca 2008

No country for Old man

Ktoś kiedyś powiedział mi,że powinnam obejrzeć "Tulipany".
Szukałam tego filmu wszędzie. Kiepsko mi szło, później zapomniałam.
Po kilku latach znajduję go w pobliskiej wypożyczalni "Piracik".
Natychmiast wypożyczam.
Oglądam.
Nudzę się.
Rozczarowanie.
A temat fajny...
Trzech starszych panów, którzy chcą przeżywać swoje życie. Nie chcą dać zamknąć się w getcie ludzi starych. Jeden z nich jest zapalonym kierowcą rajdowym i z chorym sercem chce wystąpić w wyścigach. Kolejny to przebrzmiały playboy, który odnajduje w sobie potrzebę stabilizacji. I - uwaga - największe zaskoczenie pan, który ma ksywkę Lolo,
jest bardzo elegancki, zdystansowany, a na końcu przyznaje się przyjacielowi, że jest gejem, pedziem, ciotą - jak to sam określa.

Materiał na historię całkiem ciekawy. Tym bardziej z perspektywy polskiej, gdzie starsi ludzie są na marginesie; co widać po fenomenie Radia Maryja - miejsca stworzonego dla nich, miejsca, które pasożytuje na samotności, odrzuceniu, wykluczeniu, jakkolwiek to nazwiemy.
Polscy staruszkowie nie pojadą na wakacje na Majorkę, bo ich nie stać. Nie będą brać udziału w życiu społecznym, bo nikt ich do niego nie zaprosi.

Jednak ten film nie powie za wiele o tym, co głębiej. Prześlizgując się przez temat da nam jedynie wiele momentów do kontemplacji (czyt. nudnych).

Ale jeżeli komuś z was jednak wpadnie w ręce, to zwróćcie uwagę na sceny miłosne. Oj daleko nam do takiego np. Wong Kar Waia...nawet do przeciętnego amerykańskiego filmu nam daleko...

Szczęście




Co daje szczęście?
Co jest częścią szczęścia?
Papież złożony z kilkudziesięciu małych kawałeczków uśmiecha się na ulicy
w Krakowie