wtorek, 4 marca 2008

Nauczyciel

to jest wyjątkowy zawód. Wielu ludzi, nawet jeżeli nie uprawia zawodu nauczyciela oficjalnie, robi to pod inną nazwą. Bycie nauczycielem to w końcu kwestia podejścia do rzeczywistości, do swojej wiedzy i do wiedzy innych ludzi.
Większości z nas nauczyciele kojarzą się źle. Mnie raczej się kojarzą z nikim specjalnym, obojętnym, neutralnym, czasem zakompleksionym, złośliwym.

A pozytywnie...to chyba tylko ci osobowościowi nauczyciele. Tacy, co wysłuchają do końca, nie wyśmieją szalonego pomysłu na artykuł, książkę, akcję, nawet jeżeli daleki jest od ideału. Co zrobią? Dadzą taki zestaw pytań człowiekowi, że sam dojdzie do tego, że banał, że trzeba zmienić, doszlifować.

No i mamy np. super artykuł na ten temat Jana Verwoerta, który pisze o Beuysie w perspektywie jego nauczycielskiej postawy. Jak może wiadomo Beuys wykładał na Dusseldorf Academy. Trwało to około 10 lat. Jego uczniami byli np. Immendorf.
Problem z Beyusem był chyba problemem większości świetnych nauczycieli, tzn. konfliktu pomiędzy pragnieniem bycia otwartym na swoich uczniów, nie przeskzadzania im w rozwoju, a z drugiej strony delikatnego naprowadzania na pewne rzeczy, co łatwo się może przekształcić w narzucanie.
Verwoert pisze o Beuysie jako o tym, który niesamowicie inspirował swoich uczniów; był niepokorny, zbuntowany, nieprzewidywalny, choć z drugiej strony można by powiedzieć,że realizował założenia swojej twórczości.
Kiedy w 1971 roku wyrzucili go z uczelni (między innymi za to, że w pewnym momencie zaprotestował przeciwko warunkom aplikowania do jego pracowni i stwierdził, że będzie przyjmował wszystkich na okres próbny).
Verwoert wspomina o scenie, kiedy ze szkoły wyprowadzali Beuysa policjanci, a on w swojej wojskowej kurtce i charakterystycznym uśmieszku, szedł spokojnie pomiędzy nimi...
Reszta w artykule, warto go przejrzeć.

http://www.frieze.com/issue/print_article/class_action/

Komentarze (0):

Prześlij komentarz

Subskrybuj Komentarze do posta [Atom]

<< Strona główna