niedziela, 2 marca 2008

No country for Old man

Ktoś kiedyś powiedział mi,że powinnam obejrzeć "Tulipany".
Szukałam tego filmu wszędzie. Kiepsko mi szło, później zapomniałam.
Po kilku latach znajduję go w pobliskiej wypożyczalni "Piracik".
Natychmiast wypożyczam.
Oglądam.
Nudzę się.
Rozczarowanie.
A temat fajny...
Trzech starszych panów, którzy chcą przeżywać swoje życie. Nie chcą dać zamknąć się w getcie ludzi starych. Jeden z nich jest zapalonym kierowcą rajdowym i z chorym sercem chce wystąpić w wyścigach. Kolejny to przebrzmiały playboy, który odnajduje w sobie potrzebę stabilizacji. I - uwaga - największe zaskoczenie pan, który ma ksywkę Lolo,
jest bardzo elegancki, zdystansowany, a na końcu przyznaje się przyjacielowi, że jest gejem, pedziem, ciotą - jak to sam określa.

Materiał na historię całkiem ciekawy. Tym bardziej z perspektywy polskiej, gdzie starsi ludzie są na marginesie; co widać po fenomenie Radia Maryja - miejsca stworzonego dla nich, miejsca, które pasożytuje na samotności, odrzuceniu, wykluczeniu, jakkolwiek to nazwiemy.
Polscy staruszkowie nie pojadą na wakacje na Majorkę, bo ich nie stać. Nie będą brać udziału w życiu społecznym, bo nikt ich do niego nie zaprosi.

Jednak ten film nie powie za wiele o tym, co głębiej. Prześlizgując się przez temat da nam jedynie wiele momentów do kontemplacji (czyt. nudnych).

Ale jeżeli komuś z was jednak wpadnie w ręce, to zwróćcie uwagę na sceny miłosne. Oj daleko nam do takiego np. Wong Kar Waia...nawet do przeciętnego amerykańskiego filmu nam daleko...

Komentarze (0):

Prześlij komentarz

Subskrybuj Komentarze do posta [Atom]

<< Strona główna