wtorek, 29 kwietnia 2008

More politically correct world

środa, 23 kwietnia 2008

Parle a ma main

Chłopaki z Fatal Bazooka z Yelle na mały relaks po obiedzie.

Krótka esencja z piosenki: chłopcy są do niczego, śledzą nas jak psy,gapią się na nasze pupy,może warto przerzucić się na koleżanki. Talk to my hand loser/Parle a ma main.

I to śpiewa raper przebrany za dziewczynę...Francja :)

poniedziałek, 21 kwietnia 2008

Erewań Corbusier

Armeński artysta Vahram Aghasyan został zaproszony przez kuratorów wystawy "Inne miasto, Inne życie", który jest do obejrzenia w Zachęcie.

Jego film opowiada o modernistycznym projekcie, który pozostał niedokończony, albo inaczej nie sprawdził się. Artysta jest zainteresowany "upadającą" architekturą Armenii z czasów sowieckich. Podejmuje refleksję nad planowaniem, historycznymi i geopolitycznymi aspektami, które wpłynęły na powstanie tej architektury.

Jego postawa wydaje się bliska polskim artystom, którzy również starają zmierzyć się pozostałościami po dawnym systemie, który cały czas silnie na nas wpływa, organizując nam przestrzeń życiową.

A to strona projektu Joanny Sokołowskiej i Benjamina Cope.

http://ancity.blogspot.com/

czwartek, 17 kwietnia 2008

Przypadek melancholii

Wojciech Bałus pisał o melancholii jako doświadczeniu metafizycznym, związanym z filozoficznym postrzeganiem świata. Wcześniej postrzegana jako choroba psychiczna, jeden z najgorszych temperamentów w klasyfikacji Arystotelesa.

Ponieważ melancholia rządziła na berlińskim biennale, przypomniała mi się książka Bałusa i potrzeba napisania na nowo przejawów melancholii we współczesnym świecie. Autor odwołuje się w swojej książce do prac Chirico, Albrechta Durera, Salvatora Rosy, Anselma Kiefera.
Jest to jednak melancholia czasów przeszłych, wyjątkowa, filozoficzna, ale ukierunkowana na wielkie pytania: o bycie, o czas, koniec...

Prace na berlińskim biennale pytały o to, co obok nas istniejąc, czasem niezauważalnie, wprawia nas w stan refleksji i wejścia w głąb siebie.

Zhao Liang pokazuje nieprzyjazne miasto oraz ludzi, którzy próbują się w nim odnaleźć. Grają w "tenisa", dzikiego golfa, wykonują te medytacyjne, powtarzalne ruchy na tle wysokich, betonowych bloków, na małych skrawkach zielonej przestrzeni. Mały człowiek nie rozgląda się wokół siebie, ale koncentruje na ruchu, działaniu. Jest ono wprawdzie niepraktyczne, niekonieczne, nie przynoszące zysku, ignorujące kontekst, a przez to piękne i wartościowe.


środa, 9 kwietnia 2008

That's the way we are - just it and nothing more



oto obrazek z Sculpturpark - snujący się ludzie, którzy starają się zrozumieć piękno posprejowanego na różowo palika i kupy gruzu, nauka wrażliwości bez biletu wstępu - bez ironii.

Dalej o Biennale w Berlinie, nad którym myślę dużo i często. Powoli też zaczynają narastać wokół mnie teksty, wypowiedzi, recenzje, które próbują objaśniać co tam właściwie zaszło, co dwójka wybranych kuratorów chciała powiedzieć nam przez to wydarzenie. I co najważniejsze: czy to co chcieli powiedzieć jest istotne? czy jest ważne? czy udało się wzruszyć, zaintrygować, dotknąć, wkurzyć publikę?

Paulina Reiter mówiła przed chwilą w Tok Fm, że przemierzała biennale, pod nosem szepcząc niecenzuralne słowa. Biennale ją zdenerwowało i to uważa za jego plus. Skoro takie emocje zostały wywołane, to coś znaczyć musi.

Sarmen Belgarian, który był drugim wypowiadającym się - z perspektywy kuratora - stwierdził, że biennale całościowo wygląda jak zrobione bez konceptu, i chociaż poszczególne prace wydają się być dobre, patrząc na nie pod kątem idei kuratorskiej nie znajdujemy pomocnej ręki, która wyciągnie nas z gąszczu przedmiotów, które nazywamy sztuką.

Dla mnie z kolei biennale to manifest autotematyczności sztuki, niechęci, niemożności wpływania na porządek społeczny, za to posiadającą ogromny potencjał poetyckości.
Nie oczekujmy rewolucji, polityczności pojętej jako doraźny komentarz do otaczającej rzeczywistości, rozczarowanie przyjdzie samo razem z przekleństwami.

nie ma spektakularności, nie ma Cattelana, który rozbawia i intelektualistów sztuki i ludzi, którzy po prostu chodzą na wystawy, nie ma trangresji pojętej w radykalny sposób, nie ma ciała użytego, nadużytego.

Jest za to poezja, melancholia i pogodzenie się z tym, że - miłośników sztuki - jest niewielu. Niewielu rozumie zasady gry i będzie się tym bawić, ale wystarczy nie projektować swoich oczekiwań coraz lepszych produktów, bardziej spektakularnych, przekraczających tabu, zasady. Odejdźmy od oceny opartej na czterech gwiazdkach zamiast dziesięciu.

Poezja i melancholia.

wtorek, 8 kwietnia 2008

Berlin - dirty love

Polaroid cocaine

Michael Auder to mój faworyt tegorocznego biennale. Wracałam do niego kilka razy, a piosenka towarzysząca jednemu z jego trzech wideo śledzi mnie cały czas...
śpiewa ją Ingrid Caven, którą w innym utworze można posłuchać tu:

środa, 2 kwietnia 2008

Zegarmistrz światła purpurowy

Niech żyje Archigram. Wszystkiego najlepszego Peterze Cooku. Niedługo do nas przyjedziesz i opowiesz nam jak to w latach 60. dokonywałeś rewolucji z kolegami. Architektoniczne "niemożliwe" wtedy było freakowate, dziwne i ekscentryczne, teraz młodzi chłopcy, którzy chcą być architektami wygrywają w konkursach, prezentując prace, które mogłyby być twoimi.

Przyjdźcie do Mangghi 9 kwietnia o 18.