piątek, 29 maja 2009

a ostatnio...

to mysle o jakims domu jakims psie i czyms zielonym.

cieszy i dziki staw i kaczki na nim. szukanie nazw dla tych wszystkich rzeczy, ktore sa male, ale nie niewazne. nie sa niezbedne, nie sa czescia zawodu, ktory wykonuje ani nie zaliczaja sie do ulubionych.
czasem jednak taka kaczka wychodzi na wierzch i wtedy chcialoby sie znac nie tylko ja, ale tez to co rosnie kolo nogi, dlaczego tak, jak sie nazywa, co lubi, czy mozna to zjesc?

siedzac na lawce przed stawem mam kilkadziesiat gatunkow roslin, mam kaczki i kurke wodna ropuchy pajaki male zyjatka wodne dzdzownice i mrowki...itd.
a obok pies, ktory podniecony wilgocia i spacerem zajada ze smakiem trzcine ;)

ha

poniedziałek, 25 maja 2009

Remix i moralność

kolejna książka Lawrence Lessinga jest dostępna w necie. lessing jest członkiem zespołu "Wired' i aktywnie działa na rzecz creative commons.

Zaczyna się intrygująco. Lessing odwołuje się do terminologii wojennej w kwestii praw autorskich. wyjaśnia to swoistym upodobaniem amerykanów do wojny i rozpatrywania wszystkiego na zasadzie konfliktu: przeciwnik, atak, obrona.

Internet=remix o tym przekonani są wszyscy, którzy urodzili się w erze internetu. Ściąganie, dzielenie się filmami, muzyką, e-bookami jest dla tej dość dużej ilości osób czymś naturalnym, nie myślą o tym, że powinni za to zapłacić. Jednocześnie mają świadomość, że jest to do pewnego stopnia nielegalne. Ta schizofreniczna sytuacja nie jest czymś zdrowym.

Ponieważ jednak kopia jest czymś co pojawia się wszędzie wokół nas, produkujemy kopie, nawet jeżeli o tym nie myślimy. Jak mówi Lessing: kopia jest czymś tak naturalnym jak oddychanie, nie da się tego pominąć.

Lessing proponuje rodzaj podatku, który byłby opłacany razem z dostępem do internetu a który kompensowałby artystom nieodpłatne dzielenie się dobrami kultury. Innym rozwiązaniem byłoby nałożenie takich opłat na platformy p2p.

Mam pewne wątpliwości czy lobby takich ludzi jak Lessing jest na tyle silne, żeby pokonać grupę tych, którzy dążą do skomercjalizowania internetu...

Remix można przeczytać tutaj:

http://www.bloomsburyacademic.com/pdf%20files/Remix.pdf

niedziela, 24 maja 2009

piekło/niebo

duszny klimat południowoafrykańskiego cape town zostaje zamknięty w murach uczelni, która mogłaby stanąć równie dobrze na kontynencie amerykańskich, czy w europie. biały mężczyzna, profesor literatury, specjalista od byrona i romantyków patrzy w okno a za nim czarna kobieta ubiera się i ścieli łóżko. nie zobaczy się z nim za tydzień. on zostawi jej pieniądze.

jest piękna studentka na zajęciach. zawiezie ją do domu, będzie się z nią kochał, nachodził w domu, zapraszał na kolację z burzącym się morzem w tle. aż w końcu zostanie oskarżony o molestowanie.

poszukiwacz skrajnych emocji, perwersyjnie wywyższający wszystko to, co nie mieści się w tradycyjnym postrzeganiu dobra i zła. david (john malkovich) - pożąda (gdzieś tam pojawia się w głowie postać malkovicha grającego w "niebezpiecznych związkach) i nie widzi w tym nic złego; "kobiety powinny się dzielić swoim pięknem".

kiedy wyrzucą go ze szkoły, pojedzie do córki-lesbijki mieszkającej na farmie, prowadzącej proste życie; opiekuje się domem, ogrodem, pomaga w schronisku dla psów.
pewnego dnia farma napada 3 mężczyzn, którzy gwałcą dziewczynę a davida próbują podpalić. okazuje się, że petrus-człowiek, który pomagał annie przy farmie a od jakiegoś czasu buduje swój dom, jest spokrewniony z jednym z chłopaków.

david jest wkurzony, przerażony, domaga się sprawiedliwości. anna nie chce nic zrobić. poddaje się prawom ziemi, na której mieszka. pojawia się tutaj fajny wątek; kolonizatorów i 'bycia u siebie". anna wie, że to nie ona ustala zasady, jeżeli chce zostać na farmie, a z jakiś niewyjaśnionych powodów chce (okazuje się, że jest w ciąży), musi zacząć przestrzegać zasad a zasady są takie, że petrus jest mężczyzną i on jako człowiek stamtąd, człowiek tamtejszej wspólnoty, może zaoferować jej bezpieczeństwo. anna decyduje się zostać jego 3ecią żoną.

david nagle pojawia się w świecie, w którym nie jest zdobywcą, drapieżnikiem, ale który go dogina do ziemi, każe mu jak on sam to określa "być psem". nie jest w stanie się z tego wyrwać ze względu na córkę, która nie chce stamtąd wyjeżdżać.

byronowska romantyczność przestaje wystarczać. david chce klarownych zasad, ale takie na farmie nie rządzą. to on będzie musiał teraz się ugiąć.

piękna jest ostatnia scena, kiedy widzimy w kadrze oddalający się obraz stojącej na wzgórzu farmy i domku petrusa, stojącego pod. dominacja anny jest pozorna, karty rozdaje on.

To ja Silny!

"Wojna polsko-ruska" Xawerego Żuławskiego zmusiła mnie do reaktywacji bloga.
Zaniedbane miejsce, w które już przestałam wierzyć. Bo żeby blogować trzeba mieć cel i wiedzieć po co umieszcza się swój głos w sieci.
Potrzeba organizacji i dyskusji, sprawdzenia siebie, innych, walka z językiem, precyzją - chcę znowu spróbować.

Książka Doroty Masłowskiej wpadła mi w ręce kilka lat temu. Nie wyobrażałam sobie filmu, który mógłby powstać na jej bazie. Nadreprezentacja sfery językowej była tak przerażająca, że przełożenie go na wizualność kojarzyło mi się z pójściem w stronę banalnej historii o nieszczęśliwej miłości głównego bohatera Silnego.

Tymczasem Żuławski zrobił film, który nie dość, że oddaje absurd języka, którymi posługują się bohaterowie Masłowskiej, ale też uświadamia, że te postacie to nie sąsiad z przeciwka czy kolega z podstawówki. Silny to ja.

Pierwszy raz oglądając polski film nie miałam wrażenia, że pomiędzy mną a bohaterami jest ściana, że ja jestem w jakiś sposób o nich lepsza, bo należę do innej klasy. Tak, myślę, że to jest ważne w tym filmie, że zostaje przełamane wygodne, bezpieczne poczucie bycia odrębną klasą. Masłowska w trakcie filmu stwarza swojego bohatera, on jest wykwitem jej wyobraźni, jest częścią osobowości, która próbuje walczyć o swoje istnienie.

Świetne są sceny, w których Silny zdaje sobie sprawę z tego, że coś jest nie tak, że jest częścią jakiejś większej układanki, której nie może poddać kontroli. Kiedy pyta: po co istnieję? Kiedy zaczyna się niepokoić kobiecym głosem (masłowskiej), który podpowiada mu kwestie.

Wszyscy mówią polskie pulp fiction. Ten film ma ogromny potencjał, żeby stać się kultowym. Jest wypełniony scenami gotowymi do wycięcia i wstawienia w youtubie, do wklejenia na stronie z cytatami. Scena z uroczą satanistką, która w przypływie emocji wywołanych ulubioną piosenką lecącą z radia, wskakuje na kanapę i z rozwianym włosem i powiewającą białą firaną, która tworzy dla niej piękne tło, śpiewa, wygibując się na wszystkie strony a Silny podniecony rozwojem wydarzeń, aranżuje oświetlenie "sceny", pstrykając światłem tam i z powrotem ;)
I to jest bardzo nie w stylu polskich filmów. Także ogromna świadomość cytatów, kolejnych ujęć, które pojawiają się w sposób bardzo przemyślany, wciągający. Rozmowy między bohaterami, choć "masłowskie", trudne i chaotyczne, słucha się bardzo dobrze.

Jednocześnie ten film jest strasznie romantyczny jeżeli pamiętamy np. o Koterskim, albo o Wajdzie, Hasie?. Teksty Doroty brzmią w "Wojnie" bardzo romantycznie, razem z obrazem, wprowadzają rodzaj charakterystycznej poetyki, która przywołuje klimat klasyków polskiego kina, jakiejś melancholii, poczucia rozdrobnienia, niedopasowania, podwójnej rzeczywistości; jawy i snu, konfrontacji z marzeniem i jego natychmiastową destrukcją, brakiem przygotowania na spełnienie marzeń, brakiem wiary a jednocześnie nieustannej walki o nią...