poniedziałek, 29 czerwca 2009

Joy Division

Świetny, świetny Ian Curtis.
I miliony zespołów, które naśladują do dzisiaj...

sobota, 27 czerwca 2009

O ekshibicji i zmienianiu punktów ciężkości

na otwarciu nowej Warszawy Powiśle a właściwie klubokawiarni autorstwa Centrali zjechały się tłumy ludzi. Na chodniku znalazłam trochę miejsca, żeby przystanąć i spojrzeć na spokojnie jak ten spodek ładnie gra z mostem poniatowskiego. kiedy jednak chciałam wejść do środka, napotkałam kolejne grupy, które tarasowały drogę, zrezygnowałam i zwróciłam się razem ze znajomymi w stronę cafe bar pod mostem, gdzie mieliśmy usiąść na jednym piwie a potem wrócić i radować się tym co zostało otwarte, komentować, pić, może tańczyć. tam właśnie w tym miejscu, które przeżywało swoją noc, swoje oblężenie, swoje gwiazdorstwo.
Pod mostem okazało się przyjemniejsze niż myśleliśmy. zajęłam miejsce z punktem widokowym na fragment mostu i szerokie schody z balustradą. klubokawiarnia zniknęła za grubym filarem. wieczór był długi i naprawdę miły, poczułam klimat mostowy i lokalny.

bar przeżywał oblężenie jakiego chyba dawno/nigdy/rzadko ? nie miał. część ludzi, podobnie jak my, zdecydowała się zrezygnować z sycenia się nowym punktem na mapie warszawy i kontemplować to co stare, choć nie tak atrakcyjne, ta dywersja z głównej sceny bardzo mi się podobała i zachęcam do korzystania z tej strategii, gwiazda wieczoru pozostanie idealna a wy doświadczycie niespodzianki

a zdjęć gwiazdy nie znalazłam więc sami się musicie przekonać.

http://architektura.muratorplus.pl/projekty/kiosk-z-kultura-na-powislu---otwarcie-juz-26-czerwca_,187_8139.htm

wtorek, 9 czerwca 2009

Mateusz Kula w Cricotece


Wczoraj została otwarta wystawa końcoworoczna wydziału Intermediów krakowskiego ASP. Bardzo gorący wieczór i takie też miejsce. Przyszła Cricoteka czyli była elektrownia. Jeszcze nie reprezentacyjna w rozumieniu urzędniczym, taka trochę zapuszczona i przez to prawdziwa, czekająca na decyzję miasta, że już już można zacząć tam coś robić.

Zanim jednak Kantor ze swoimi "przedmiotami niechcianymi", które w rolach eksponatów na poważnie zasiedlą te sale, żeby przez ubogość swoją mówić o przeszłości a jednocześnie utwierdzać nas, że warto skupić się nad aktywnością pojedynczego człowieka, żeby dotrzeć i opowiedzieć o innych, z subiektywności i introwertyzmu ukuć więcej niż z systemowych iluzji.

To dobry wstęp do pracy Mateusza Kuli, która jest super prywatną historią. Prywatną czyli tutaj wychodzącą od małych śladów,zauważalnych tylko przez autora, łączących się z jego codziennością, miejscem zamieszkania, spotkaniami z konkretnymi ludźmi. Na starym "perskim" dywanie Kula rozłożył książki, rysunki, fotografie, notatki. Obok leży but i pałeczki perkusyjne. Z magnetofonu leci transowa mocna muzyka.


Robert Walser, Czytanie Kapitału Balibara i Althussera...opowiadanie o przyklejonej do ręki gumie do żucia, która podczas spaceru po mieście i kolejnych barach staje się coraz bardziej miękka i rozpłynięta. Kontakt z innymi staje się namacalnie lepki, pozostawia ślad i przytrzymuje na dłużej, może obrzydzać, intrygować, napawać lękiem. Zupełnie inaczej niż dobra kultury zgromadzone przez Mateusza, które intrygująco, niczym pod Halą Targową w niedzielę, otwierają się swoimi okładkami. Nie to jednak jest najważniejsze, książki są podkładem i słowami dla tego, co próbujemy zbudować z siebie. Nawet jeżeli ich użyjemy/wykorzystamy pozostają czyste, należą do wielu i nie napiszemy tak łatwo swojej historii na nich.

Rytuał obkładania się książkami jest czymś niesamowicie ciekawym i tak właśnie na początku spojrzałam na pracę Kuli. Domowe miejsca, w których zatrzymujemy się na chwilę, albo na całą noc i sięgamy raz tu raz tam, nie przyzwyczajając się za bardzo.

Mniej fajne skojarzenia miałam z atmosferą chłopięcego pokoju i wszystkim co za tym stoi. Nie uważam, że to temat zupełnie nie interesujący, ale ten trop infantylizowałby pracę Mateusza.

"Perski" dywan służy do podróżowania i definiowania. Jest trampoliną, ale też przygniata. Pewność kompozycji w jakiej poukładane są książki w życiu się nie zdarzy.

Mirosław Bałka:"Możemy mówić, że pewne doświadczenia młodości są wspólne, ale one nigdy nie są takie same. Generalizujemy lęki młodych chłopców, tymczasem każdy chłopiec boi się inaczej. Moje osobiste doświadczenie wyrażone w tej rzeźbie pozwala innym odnaleźć ich własne doświadczenie. Przy pomocy sztuki, za pośrednictwem dzieła, można toczyć pewien dialog, nie rozmawiając ze sobą bezpośrednio. Znacznie trudniej byłoby rozmawiać z kimś nieznanym o jakichś bardzo intymnych przeżyciach".
Magazyn Sztuki

Strona wystawy:

http://imedia.asp.krakow.pl/wikka/wikka.php?wakka=Intermedia2008200902WystawaKoncoworoczna

czwartek, 4 czerwca 2009

Pokój

Komunizm - to słowo wymaga przemyślenia.

Trudno jednak świętować, bo myślę sobie, że inaczej nie mogło być. Wiara w predystynację powoduje, że nie można się ekscytować za bardzo.

poniedziałek, 1 czerwca 2009

nie zapisałam się

na wybory do europarlamentu.
nie będę głosować a chciałam, ale chyba nie aż tak bardzo.

hmm...dlaczego tak średnio mi zależy na polityce?