
Wczoraj została otwarta wystawa końcoworoczna wydziału Intermediów krakowskiego ASP. Bardzo gorący wieczór i takie też miejsce. Przyszła Cricoteka czyli była elektrownia. Jeszcze nie reprezentacyjna w rozumieniu urzędniczym, taka trochę zapuszczona i przez to prawdziwa, czekająca na decyzję miasta, że już już można zacząć tam coś robić.
Zanim jednak Kantor ze swoimi "przedmiotami niechcianymi", które w rolach eksponatów na poważnie zasiedlą te sale, żeby przez ubogość swoją mówić o przeszłości a jednocześnie utwierdzać nas, że warto skupić się nad aktywnością pojedynczego człowieka, żeby dotrzeć i opowiedzieć o innych, z subiektywności i introwertyzmu ukuć więcej niż z systemowych iluzji.
To dobry wstęp do pracy Mateusza Kuli, która jest super prywatną historią. Prywatną czyli tutaj wychodzącą od małych śladów,zauważalnych tylko przez autora, łączących się z jego codziennością, miejscem zamieszkania, spotkaniami z konkretnymi ludźmi. Na starym "perskim" dywanie Kula rozłożył książki, rysunki, fotografie, notatki. Obok leży but i pałeczki perkusyjne. Z magnetofonu leci transowa mocna muzyka.
Robert Walser, Czytanie Kapitału Balibara i Althussera...opowiadanie o przyklejonej do ręki gumie do żucia, która podczas spaceru po mieście i kolejnych barach staje się coraz bardziej miękka i rozpłynięta. Kontakt z innymi staje się namacalnie lepki, pozostawia ślad i przytrzymuje na dłużej, może obrzydzać, intrygować, napawać lękiem. Zupełnie inaczej niż dobra kultury zgromadzone przez Mateusza, które intrygująco, niczym pod Halą Targową w niedzielę, otwierają się swoimi okładkami. Nie to jednak jest najważniejsze, książki są podkładem i słowami dla tego, co próbujemy zbudować z siebie. Nawet jeżeli ich użyjemy/wykorzystamy pozostają czyste, należą do wielu i nie napiszemy tak łatwo swojej historii na nich.
Rytuał obkładania się książkami jest czymś niesamowicie ciekawym i tak właśnie na początku spojrzałam na pracę Kuli. Domowe miejsca, w których zatrzymujemy się na chwilę, albo na całą noc i sięgamy raz tu raz tam, nie przyzwyczajając się za bardzo.
Mniej fajne skojarzenia miałam z atmosferą chłopięcego pokoju i wszystkim co za tym stoi. Nie uważam, że to temat zupełnie nie interesujący, ale ten trop infantylizowałby pracę Mateusza.
"Perski" dywan służy do podróżowania i definiowania. Jest trampoliną, ale też przygniata. Pewność kompozycji w jakiej poukładane są książki w życiu się nie zdarzy.
Mirosław Bałka:"Możemy mówić, że pewne doświadczenia młodości są wspólne, ale one nigdy nie są takie same. Generalizujemy lęki młodych chłopców, tymczasem każdy chłopiec boi się inaczej. Moje osobiste doświadczenie wyrażone w tej rzeźbie pozwala innym odnaleźć ich własne doświadczenie. Przy pomocy sztuki, za pośrednictwem dzieła, można toczyć pewien dialog, nie rozmawiając ze sobą bezpośrednio. Znacznie trudniej byłoby rozmawiać z kimś nieznanym o jakichś bardzo intymnych przeżyciach".
Magazyn Sztuki
Strona wystawy:
http://imedia.asp.krakow.pl/wikka/wikka.php?wakka=Intermedia2008200902WystawaKoncoworoczna