niedziela, 27 stycznia 2008

Po polsku i po angielsku o Haiti i wojnie o niepodległość

Tak się zastanawiam czy nie pisać wersji angielskiej bloga. To miałoby jakiś sens biorąc po uwagę wysiłki wielu czasopism, które usilnie propagują taką formę. A mnie się to podoba, bo myślę sobie, że jak będę mieć więcej czasu to się pouczę angielskiego i będę czytać tylko po angielsku. Więcej czasu jeszcze nie nadeszło.

Ale wersja angielska na blogu to co innego. Większa motywacja. Tylko gdzie ja znajdę koordynatora/kę tłumaczeń, a może znajdzie się ktoś kto będzie mnie poprawiać w komentarzach. Byłoby fajnie.

Na razie tylko po polsku. O polskim kolonializmie i o tym, co to w ogóle znaczy być Polakiem.

Ale to w następnym odcinku. Poszukam trochę o walce polskich legionistów na Haiti. Mam już jeden fajny tekst o haitańskich polonusach.

wtorek, 22 stycznia 2008

The Band who never played together

Wczoraj w Lokatorze doszło do wymiany energii polsko - włoskiej. Dwójka studentów Studiów Kuratorskich razem z dwójką studentów "kultury wizualnej" z Wenecji (teraz długie zamyślenie jak to jest studiować takie rzeczy w Wenecji. Pomiędzy klasyczną Wenecją z pocztówek i milionem nowych prac, które artyści tam pozostawiają nie tylko przy okazji Biennale).

No więc był to zespół, który faktycznie ze sobą nigdy nie grał. Wspólne jam session miało być próbą "dogadania się" przez muzykę. Pomiędzy kolejnymi kawałkami Ewa i Roberta czytały różne teksty, po polsku i po włosku. Między innymi była to Przyjemność tekstu Rolanda Barthes..."Pokazują mi tekst. Tekst mnie nudzi. Można by powiedzieć, że to bleble. Bleble tekstu to tylko bicie językowej piany powodowane zwykłą potrzebą pisania. "

Więcej ble, ble, ble nie będzie.
Powiem tylko, że szybko dołączyli się inni, w tym ja z harmonijką, Kris z beatboxem, jakieś trąbki przyszły itd.
jeszcze jaki skład:
Ewa - skrzypce, czytanie
Roberta - gitara, czytanie
Kolega Roberty - pianino
Stanisław - saksofon, gameboy
Nie pamiętam kto grał na perkusji, ale perkusja była.



poniedziałek, 21 stycznia 2008

Too loud

Wieczór spędzony pomiędzy "American gangster" - filmem o legendarnym czarnoskórym dealerze narkotyków, przemycającym heroinę w trumnach amerykańskich żołnierzy,przywożonych z Wietnamu, a "Takiego pięknego syna urodziłam" Marcina Koszałki - radykalny dokument - eksperyment, który reżyser/bohater przeprowadził na swoich rodzicach filmując ich przez jakiś okres czasu.

Dwie egzotyki - skomentowałam ustawiając się na zewnątrz dyskusji. Być może nie mam do tego prawa...

Amerykański sen spełniony w postaci ścieżki kariery czarnego chłopaka, który nie skończył żadnej szkoły. Piękna portorykanka u boku, rodzina żyjąca blisko w białym wielkim domu, eleganckie garnitury, cygara i strzelanie do celu w tweedowej marynarce, koniak i abstrakcja nad biurkiem (zwracam uwagę na ciekawy motyw, kiedy sztuka jest wykorzystywana do nobilitacji konkretnej osoby, ma świadczyć o wybranych wartościach. Polecam "Scarface" i scenę w biurze Franka Lopeza. Tam Tony Montana zostaje pokazany na tle egzotycznych palm,które mówią nam o niewyszukanym guście początkującego gangstera, natomiast Frank Lopez/szef reprezentowany jest przez abstrakcyjne reliefy)

Wydawało mi się, że "American gangster" nie poruszył mnie tak bardzo, a jednak jak zaczęłam pisać okazało się, że wręcz przeciwnie. Mnóstwo tropów pojawia mi się w głowie i chociaż chciałam napisać o Koszałce, to jednak perspektywa Denzela Washingtona wydaje się bezpieczniejsza. z dystansu krytykować jest łatwiej i to proste jest.

Na przykład taki trend wśród raperów, którzy wyrośli już z luźnych ubrań, złotych łańcuchów i czapeczek z daszkiem. Teraz noszą garnitury i skromne zegarki.
Imprezy jakie urządzają w klipach to już nie to samo co kiedyś. Zestarzeli się. Weszli w historię białych, z której wyszli i od której uciekali.
Wbili się w szyte na miarę mundurki. O co im może chodzić?
Zresztą spójrzcie sami:

Na początek Jay - z




wtorek, 1 stycznia 2008

Z tysiąca snów

Utwór Violetty Villas "W Lewinie koło Kudowy" kończy się tak właśnie:

"Parlando: Wszystkie upokorzenia i zdradę i każdy grzech, nowa władza przyjdzie, doczekam się i wiem, ze przyjdzie taki dzień że ta nowa władza powie: Violetto, przepraszamy Cię... Boże błogosław mnie."

I co na to władza?